niedziela, 31 sierpnia 2014

Początek końca...

... wakacji oczywiście. Dla mnie one dopiero zaczynają się kończyć. Trzeba zacząć myśleć co , jak, gdzie. Trzeba będzie przyzwyczaić się do nowego miejsca, ludzi, siedzenia samemu w domu. Póki co nie przeraża mnie to, jestem ciekawa. Ciekawa, jak to będzie.
Ale jeszcze jestem tu. Jeszcze mam wakacje. Wakacje pod znakiem drożdżówek. Babeczek, bułeczek, całych ciast. Uwielbiam je robić. Można się nieźle wyżyć. Ale nie tylko. Smak miękkiego, puszystego, świeżego ciasta, a najlepiej ciepłego, nie dorówna niczemu. Niczemu.
Ostatnio chciałam zrobić jagodzianki. Przypominają mi wakacje u rodziny, jak byłam mała i babcia z ciocią codziennie rano przynosiły mi dwie świeże jagodzianki na śniadanie. Polane lukrem. Pyszne. Dzieciństwo. Jednak nie czas na jagody już chyba, nie znalazłam. Były tylko borówki, więc w zasadzie wyszły mi "borówianki". Mimo to były pyszne.

I była też dedykowana drożdżówka z malinami.

Zdjęcia niestety z telefonu.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Maliny

Ponieważ mam ostatnio i czas, i chęci, i owoce - piekę. Chciałam coś drożdżowego. Miały być bułeczki drożdżowe, które ja nazywam ślimaczkami, z dżemem truskawkowym. Na moje nieszczęście truskawki się zepsuły i dżem wyszedł, ładnie mówiąc, obrzydliwy. Smakował jak truskawki z bardzo gorzkim syropem na kaszel. Fuj.
Ale na szczęście tego dnia w moim domu zjawiły się maliny. Dużo malin. No to dżem malinowy, idealny, jak nic.
Więc dzisiaj od rano brudziłam całą kuchnię malinami. Potem zmęczyłam się gniotąc ciasto. A na koniec wyklinałam robienie bułeczek, bo dżemu w nim było za dużo, nie chciały się lepić, a moje ręce zmieniły kolor na malinowy. Opłacało się. Wyszły. Ale nie tylko wyszły. Pochwalę samą siebie, bo mi samej nawet bardzo smakowały. Pycha.

Oryginalny przepis tu, ale jak wiadomo, mój trochę odbiega od tego. Poza tym dodałam co najmniej pół szklanki mąki więcej, bo inaczej nie odeszłoby od moich palców nigdy!

A dzisiaj wracam w końcu na zumbę. Chociaż znając życie i tak za tydzień coś mi wypadnie i znowu nie pójdę... No nic, grunt, że dzisiaj idę !

Nie mogę go odwrócić,bo jest z telefonu. Wybaczcie.

piątek, 15 sierpnia 2014

Wakacyjne owoce

Na szczęście dalej trwają wakacje. A to oznacza lato i pyszne owoce. Odkąd wróciłam z Turcji miałam ochotę zrobić tartę. Nie jakąkolwiek. Właśnie tę tartę. Z zapiekanym jogurtem greckim !  Uwielbiam ją, a z owocami letnimi smakuje najlepiej. 
Niestety ostatnio mam mało czasu na pieczenie, szczególnie w weekendy, więc robię co mogę. 

Ponadto odkrywamy nasze okolice. Jest co zwiedzać. Jest pięknie. Dolny Śląsk ma bardzo ciekawe tereny, polecam , jak ktoś nie widział. Jak to się mówi "cudze chwalicie, swego nie znacie". Czas poznać nasze !


Zrobię Wam smaka, zróbcie sami : przepis



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Turcja

To już siódmy raz. Co prawda, ja pamiętam tylko te sześć razy, ale w Turcji byłam już siódmy raz. Choć tym razem to nie była ta Turcja, którą znam. Było spokojnie, dość cywilizowanie i wieczorami (tu największe zaskoczenie) chłodno.
Znałam ten kraj jako czterdziestostopniowe upały, ludzi na ulicy, którzy nie dają przejść bez wejścia do ich sklepu i nienajlepsze jedzenie. Tym razem było inaczej. Ale i tak wspaniale. Jedne z najlepszych, na jakich byłam. 
Atmosferę tworzą ludzie i tutaj chciałam podziękować wszystkim, których poznałam - bez Was byłby to zwykły hotel i normalne wakacje.
A jedzenie? Jadłam najlepszy słodycz świata ! Nie wiem jak się nazywa, nie znam przepisu, ale może kiedyś znajdę i odtworzę. Pojawiały się też różne pyszności, więc objadłam się za cały czas mojej "diety".

Ale brakowało mi stanowczo pieczenia! Mam ogromną ochotę zrobić tartę z nadzieniem z jogurtu greckiego. Nie mogę się doczekać. Poza tym czekam na nowe przepisy, może coś z tego wyjdzie.

A teraz parę zdjęć.












Była tez Grecja. Kos!









piątek, 11 lipca 2014

Drożdżówka ze studiami

Ponieważ są już jagódki, to nie ma innej opcji, jak drożdżówa z nimi! Wyszła trochę za wysoka, bo ciężko się je na raz, ale jest pyszna. 
Jakoś to ciasto się przyczepiło do mnie i każdemu smakuje. Sernik i drożdżowe. I tak w kółko. Może macie propozycje na coś równie dobrego ? Zaczyna mi się trochę nudzić robienie tego samego, a coś jeść trzeba. Życie bez słodyczy, to przecież nie życie ! Czy to tylko ja tak uważam?

A tak w ogóle (tak, tak muszę się pochwalić) możecie mówić do mnie "studentko". Uniwersytet Ekonomiczny mnie przyjął, będę się kształcić we Wrocławiu ! Także życie studenckie i te sprawy... Zobaczymy. Życzcie mi powodzenia, ale póki co mamy WAKACJE! Jeszcze tydzień i będziemy się wy-/prze- grzewać w Turcji. 



A to kojarzycie? Nie, nie. Wcale nie kupne buły odgrzane na parze. Prawdziwe babcine buły na parze z sosem jagodowym, czyli nie może być nic lepszego na obiad. Babcia jest w tym najlepsza! Smaki dzieciństwa? Zdecydowanie.

niedziela, 6 lipca 2014

Sernik z trzech warstw

Owoce. Kolory. Owoce to kolory. Takie naturalne barwniki dla wypieków i deserów. Ja dzisiaj wybrałam porzeczkę. Tą z ogródka. Jak ekologicznie. Czarną i czerwoną.


Czarna była w przepisie, ale jak zwykle postanowiłam ULEPSZYĆ (niekoniecznie mi to wyszło) przepis i postawiłam na trzy warstwy. Ta z czerwoną porzeczką, zwykła i z czarną. Smak - pyszne. Uwielbiam owocowe smaki i na dodatek wpadające w kwaśną nutę. Tak mi wyszło. 
Całość do lodówki włożyłam koło 16. O 19 chciałam podać. Okazało się, że warstwa pierwsza jest taka, jak przed schłodzeniem. Załamałam się, stwierdziłam, że się nie stężeje i w ogóle porażka. Musiałam podać w takim stanie, bo babcia chciała spróbować, a zaraz wychodziła, więc nie było rady. Dostali takie "rozjechane". Poziom mojego załamania sięgnął zenitu.
Ale! Po kolejnych 3 godzinach dolna warstwa zaczęła być twardsza! Euforia, nie jest ze mną tak źle.
Jednak jeśli chcecie podać coś w formie galaretowatej i to szybko, nie dodawajcie czerwonej porzeczki. (Chociaż może to tylko ja tego nie wiedziałam?)

W każdym razie tu jest przepis, jakby ktoś też chciał poulepszać.





piątek, 27 czerwca 2014

Tort

Ostatnio uczepiło się mnie ciasto drożdżowe. Każdy lubi, każdy zna i ciągle chcą coś drożdżowego odkąd zobaczyli, że umiem. Tak więc mama stwierdziła, żebym upiekła cioci na urodziny drożdżówę. Oczywiście uznałam to za zły pomysł, no bo jak drożdżówka może być ciastem urodzinowym?! Nie, nie, nie. Wzięłam się za tort. Musiałam sprawdzić swoje umiejętności cukiernicze.
Okazało się, że albo coś ze mną nie tak, albo złe ustawienie piekarnika, albo zły przepis. W każdym razie biszkopt wyszedł może grubości 2 cm, a ja wpadłam w załamanie. Upiekłam kolejny, idealnie z przepisem i wyszło może 3mm więcej. Ale to już były dwa biszkopty, więc dało się przełożyć, nie ma tragedii. (Co jednak nadal mnie denerwuje. Jestem osobą, która bardzo! nie lubi, jak coś nie wychodzi. No cóż, tak już mam.)
Następnego dnia wstałam rano, od razu zabrałam się za masę budyniową. Oczywiście czasu mało, bo na dwunastą do szkoły trzeba lecieć. Więc zrobiłam budyń. Nawet miałam do niego cukier z prawdziwą wanilią! (Polecam z Kotanyi, jest świetny.) Po czym zmiksowałam masło, ale żeby dodać do niego budyń, ten musiał być zimny. Więc stałam na tarasie, trzymając garnek na zimnym parapecie i mieszałam przez 15 minut, żeby wystygł. Jak zwykle JAKIMŚ CUDEM SIĘ UDAŁO. U mnie jest tak zawsze, z każdym wypiekiem, że jakoś to idzie. W życiu trzeba mieć szczęście. Galaretka też już się studziła. Wszystko ekstra, tylko czas się kurczył. W dosłownie 5 minut pomalowałam się, ubrałam, tort był obłożony masą i truskawkami i tylko miała przyjść galaretka...
I tu się zaczęło. Ani trochę nie chciała stężeć! Tak więc torcik do lodówy, galaretka została, jak stała i pobiegłam. Wcale mnie te wyniki nie obchodziły. Liczyło się to, czy moja czerwona woda o smaku poziomkowym nie zastygnie w garnku. 
Jak zwykle dziwne cuda sprawiły, że jakoś się idealna konsystencja z niej zrobiła i mogłam wylać na tort.
I takim sposobem zrobiłam pierwszy w życiu tort. Za słodki, z potknięciami. Ale jest. I nawet ładny. Jest też nauka na przyszłość. I chyba o to chodzi, uczymy się na błędach, prawda? :)

(A, i nawet maturę udało mi się jakoś przyzwoicie zdać.)


W moim pomyśle początkowym biszkopty (wszystkie, czyli jeden przekrojony na pół, ale wiecie, czemu tak nie jest) miały być różowe.



 I moja drożdżóweczka. Nadrabiam zaległości;)


Jeśli dotarliście dotąd, to serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia:)